“Dzień, który zaczął się marnie…”
Ostatnio nie chce mi się nic pisać… Na nic nie mam czasu, a przeciez nic takiego nadzwyczajnego nie robię. Parę dni temu byłam u Olci na urodzinkach (jeszcze raz 100 lat!). Wczoraj wieczór z Misią i spacer z chłopakami… “Nieznośna lekkość butów” od dwóch dni… Rodzice wyjeżdżają jutro, a na noc przychodzi do mnie Olcia (niezłe akcje będą). Teraz lecę na zakupy (trzeba mieć co jeść jak rodziców nie będzie, a my z Olsienem jemy duuużo)… Ostatnio dni są takie… takie o!… Bessensu… A pod choinkę biletu do Malborka nie dostałam… Ale pojadę… All for you…
“Każdy krok niesie pokój” – Co rano…
Fragment książki…
Thich Nhat Hanh
“Każdy krok niesie pokój”
Co rano, kiedy się budzimy, czeka nas przeżycie dwudziestu czterech nowych, nie napoczętych godzin. To bardzo cenny podarunek. Mamy szanse przeżyć je w taki sposób, by przyniosły nam i innym pokój, szczęście i radość. Pokój obecny jest tu i teraz, w nas samych i we wszystkim, co robimy i postrzegamy – ważne jest jedynie, by umieć go odnaleźć. Nie musimy podróżować do odległych miejsc, by podziwiać błękit nieba. nie musimy opuszczać miasta ani nawet najbliższej okolicy, by zachwycić się oczami pięknego dziecka. Nawet powietrze, którym oddychamy może byc źródłem radości. Możemy uśmiechać się, chodzić i spożywać posiłki w taki sposób, by nie tracić kontaktu z dostępną nam obfitością szczęścia. Umiemy przygotowywać się do życia, ale nie bardzo potrafimy żyć. Umiemy poświęcić dziesięć lat dla dyplomu i starcza nam woli, by walczyć o posadę, samochód itp., natomiast trudno przychodzi nam zapamiętać, że żyjemy w chwili bieżącej, że jest to jedyna chwila, w której jesteśmy naprawdę żywi. Każdy nasz oddech i każdy krok mogą być wypełnione spokojem, radością i pogodą, jednak by to dostrzec, musimy być uważni i żyć rzeczywiście w chwili, w której się znajdujemy. Tekst ten jest dzwonkiem wzywającym nas do uważności, przypomnieniem, że szczęście można osiągnąć tylko w teraźniejszości. Planowanie przyszłości stanowi naturalny element naszego życia. Jednak planowanie też może się odbywać wyłącznie w teraźniejszości. Zachęcam was do powrotu do teraźniejszości i odnalezienia w niej pokoju i radości. Nie czekajcie z odnalezieniem pokoju aż do chwili, kiedy skończycie czytać te słowa. Spokój i szczęście są osiągalne w każdej chwili. Każdy krok niesie pokój.
The Cranberries – “Zombie”
Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence caused such silence
Who are we mistaken
But you see, it’s not me
it’s not my family
in your head, in your head
they are fighting
Chorus:
With their tanks, and their bombs,
and their bombs, and their guns
In your head, in your head they are cryin’
In your head, In your head
Zombie, etc.
What’s in your head in your head, in your head
Zombie, etc.
Another mother’s breakin’
heart is taking over
when the violence causes silence
we must be mistaken
it’s the same old theme since 1916
in your head,
in your head they’re still fightin’
Piosenka prawdziwa…
“Moi przyjaciele…”
Ehh… Dzisiejszy dzień do 16:00 nie był wcale fajny… Ale po 16:00 poszliśmy z Adim na spacer i mi się humor poprawił :) W ogóle stwierdziłam, że brakuje mi Martusi, z którą kontakt mam już nikły :( Ale życie… Dziękuję bardzo Adiemu i Arturowi za to, że ma z kim choćby porozmawiać na codzień… I dziękuję Kacperkowi za to, że jest moim przyjacielem na dobre i na złe… Może to brzmi w tej chwili głupio, ale stwierdziłam, że przyjaciołom trzeba dziękować za to, że są dopóki nie jest za późno… Bo przyjaciół łatwo się traci, a bardzo trudno zyskuje… Dlatego dziękuję jeszcze Kasiulkowi, Edytce, Martusi, Gruszce, Maksiowi i nawet KOkosowi za to, że po prostu są i że mogę do nich uderzyć w każdej chwili i wiem, że nie spotkam się z odmową pomocy… Jeszcze dziękuję Olci za to, że poświęca się dla mnie i nawet na cmentarz ze mną poszła (w ciemną nockę)… A Misiowi dziękuję za to, że non stop marudzi i mnie nie lubi… Ale za to kocha zuchy i małe afrykańskie dzieci…
“Moi przyjaciele”
Kiedy Was nie ma to jakby nagle zabrakło w moim życiu muzyki
Kiedy Was nie ma to czas mnie straszy, że przeminę, że będę chwilą
Kiedy Was nie ma to jakby niebo miało się rozstać na zawsze ze słońcem
Kiedy was nie ma dosyć mam wszystkiego i pragnę stąd na zawsze odejść…
Moi przyjaciele, moi przyjaciele, moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną
Moi przyjaciele, moi przyjaciele z wami wiem, że wszystko mogę, że wystarczy tylko chcieć
Jak mam zaśpiewać? Jak mam dziękować? Jak wytłumaczyć, że bez was mnie nie ma?
Przytulę do Was swoją miłość i wdzięczność moją w modlitwę zamienię
Milion aniołków narysuję i wszystkie naraz postrącam z drzewa
Dom na górze wybuduję i zagram dla Was kiedy trzeba…
“Ten elastyczny, eteryczny byt…”
“Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane? Dlaczego to nie może byc prostsze? Dlaczego zostałam z tym zupełnie sama?” – takie pytania zadawała sobie przyglądając się pustej butelce… Nie wiedziała co ma robić… Tak, wiem – tematyka zawsze ta sama, ale czym ona zawiniła? Czy rzeczywiście cierpienie jest bezpodstawne? Nie wierzyła w takie cierpienie… Zastanawiała się co złego zrobiła… ale nie mogła znaleźć odpowiedzi… To było zbyt trudne… Sprawy nawarstwiały się coraz bardziej… Chora? Zdrowa? Kochana? Nie kochana? Było jej już wszystko jedno… A może jednak nie?
On był daleko… Nie znali się dobrze, ale ona wierzyła, że coś ich łączy… Nie mogła jednak sprawić aby byli razem… To przyniosłoby tylko ból… Inni? Byli, kochali, w istocie nie była samotna fizycznie… Gorzej było tylko z psychiką… Ludziom, którym mogłaby powiedzieć co jej jest nie chciała nic mówić… Nie chciała ich martwić… Oni też byli daleko, więc nie odczuwali jej smutku, bojaźni i braku wiary… Gdyby im powiedziała oni także zamartwialiby się jej problemami… Tego nie chciała…
Jeszcze nie wiedziała co jej jest… Żyła w niepewności… Czekała cudu… Następnych badań… Czekała, aż ktoś przyjdzie i powie – już jest wszystko ok, a nie tylko – czy w Pani rodzinie ktoś już chorował na nowotwory?… Czekała następnego dnia z nadzieją, że będzie dobrze… Dekadencki nastrój? Nie, to nie to… To było zupełnie inne uczucie… Można to nazwać bezsilnością, utraconą nadzieją i tłumieniem w sobie tego wszystkiego… Chciała tylko jego bliskości… Jego też nie chciała martwić, ale powiedziała mu o wynikach, wierząc, że nie przejmie się tym… Po nim nie było wyraźnie widać jakie są jego uczucia… Ale miała przeczucie, że jednak źle zrobiła… Ale wiedziała jedno – przyjaciołom nie powie – bo po co?
“Ten elastyczny, eteryczny byt…”
Siedziała więc przyglądając się pustej już butelce wina – bez wiary, nadziei, miłości, za to z pustką w głowie, bezsilnością w sercu i smutkiem w duszy, oczekując następnego dnia…
www.amazonki.com.pl
“Pierwsze wyjście z mroku…”
“Lecz przecież Bóg dobrze wie, dlaczego dławi mnie wstręt, dlaczego strach nabiera mocy i zniewala rozum. Na pewno każdy choć raz utracił wiarę jak ja…”
Coma
“Obudź się”
Nie pisałam bo byłam na kursie… Jak zdążę to napiszę wieczorem… Ehh..
Oddział zamknięty – Obudź się
Przyjaciel mój wyjeżdżał,
mówi do mnie: masz tu klucze.
Przez ten czas, jak mnie nie będzie
możesz mieszkać z nią, u mnie.
Wyjechał i nie było go
przez tydzień, może dłużej.
Nie zamieniłbym tych paru dni
za żaden skarb, za nic.
W trasy brałem ją.
Koncerty, potem cichy hotel.
Obiad w mlecznym barze,
spacer po bulwarze z nią, razem.
Autokar czeka, wiosło kładę,
siadam w miękki fotel.
To były najpiękniejsze chwile.
Nie zapomnę ich, nigdy.
ref.
Moi przyjaciele mówią mi:
bracie, co ci jest?
Nie żałuj nic.
Wyobraź sobie, że to był tylko sen.
Obudź się i z nami chodź,
skończyła się już noc.
Gorący piasek parzy,
oprócz nas na plaży pusto.
Zwariowana kąpiel w morzu
do utraty tchu.
Wieczory pełne marzeń,
przeżytych wcześniej wrażeń mnóstwo.
Nie zamieniłbym tych paru dni
za żaden skarb, za nic.
Była przy mnie, nie myślałem
o kłopotach wcale.
To były najpiękniejsze chwile,
nie zapomnę ich, nigdy.
Teraz trochę więcej piję,
trochę więcej palę.
O, tak. To były najpiękniejsze chwile,
nie zapomnę ich, nigdy.