“Tam gdzie umarła nadzieja…”
Siedzę nad rzeką i zastanawiam się co ja właściwie tutaj robię? Przecież nic mnie tu nie trzyma… A jednak siedzę… No tak, będziesz tęsknić… Ja też będę… Ale nic nas nie łączy i nie oszukujmy się – nigdy nie łączyło… Zawsze byliśmy tylko znajomymi i wiem, że tak zostanie… Może i się lubimy, może nawet troszkę bardziej niż znajomi, możemy sobie powiedzieć wszystko, przytulić się do siebie, ale nie zbliżymy się na tyle, aby być ze sobą. Tak, brakuje mi kogoś, chciałabym pokochać,ale kogo? Ten ktoś mnie jeszcze nie znalazł. Wrzuciłam kamień do rzeki, to będzie nowy rozdział w księdze mojego życia…
Minęło już kilka dni od kiedy postanowiłam zacząć wszystko od początku, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie moge o Tobie zapomnieć… Czy ja Cię K…..? Nie, to niemożliwe… Nie chcę słyszeć o czymś takim jak “miłość”… Jeszcze nie teraz… Poranna Kawa… Przestaję ją pić, moje serce jej nie znosi… Zakuję się w Kajdanki własnego sumienia, przestanę jeść Kalafior, pochowam wszystkie Kaprysy do skrzyni, nie poczuję już Konsternacji, nie będę Konwersować z Ksenofobami, nie wyjadę na Karaiby, aby namalować Kubistyczny rysunek Kolorowymi Kredkami, nie będę Krytykować Karykatur moich myśli, znienawidzę wszelkie Konkurencje, nie przeżyję Kryzysu wiary, nie zamknę się w Katakumbach swojej duszy, nie będę zamykała się w Kuluarach umysłu, nie podpiszę Kontraktu z własnymi uczuciami… To wszystko przypomina mi Kochanie, a ja nie potrafię Kochać…
Czuję niemoc, wewnętrzną pustkę, brak wiary i nadziei. Ciało odmawia mi posłuszeństwa, a dusza wrywa się z niego… Powiedz, czy czułeś kiedyś coś takiego? Do mnie…? Bo mnie takie uczucia ogarniają, gdy choć pomyślę o Tobie… To nie jest miłość, to wiem na pewno… Miłość ma inny smak… Malinowy, słodki i lekki… To uczucie jest inne… Ciut słodyczy, gorycz, ze słonym posmakiem. To jest jak lodowy płomień, zimny promień słońca, słodka sól, ogromny atom, kamienny puch, miękkie żelazo, gorąca zima… Czuję się jakbym wypiła szklankę rtęci, a ona przeszywała mnie od środka… To uczucie nie do opisania prostymi, ludzkimi słowami…
Wiem kiedy o mnie myślisz… Po prostu wiem kiedyTwoje myśli przeszywają mnie na wskroś… Dlaczego? Sama nie wiem… Może to taka nić spełnienia pomiędzy nami?Nie moge tu siedzieć… Stąd uciekają moje myśli, moje wszystkie uczucia, pragnienia gubią się na wietrze, a spadochron dla słów nie chce się otworzyć… Moja dusza spada w otchłań i nie widzi końca… A serce? Nie wiem co się z nim dzieje. Jakby nie chciało pomować mojej krwi, ale robi to, bo nie chce, abym przestała żyć… Ja teraz i tak nie żyję… Ja istnieję, egzystuję… Jestem, bo jestem… Bez celu, bez tchu, bez wiary, bez sił… To wszystko wcale nie jest przyjemne, ale ja pragnę, aby ten stan trwał jak najdłużej…
Przyszedłeś do mnie, powiedziałeś że kochasz… A ja co zrobiłam? Odepchnęłam Cię jedną ręką mówiąc, że jesteś za dobry, za dobrze mnie rozumiesz… Upierałeś się, ale ja byłam stanowcza… I głupia… Nie wiedziałam jak może boleć niespełniona miłość… Teraz wiem ile Cię to kosztowało… Teraz kiedy sama to przeżyłam… Głupio mi… Nie wiem jak Ci pomóc, nie wiem jak pomóc sobie… Wynagrodzić to… Straciłam swoją szansę i już jej nie odzyskam…
To właśnie dzisiaj umarła nadzieją, w kroplach jesiennego deszczu…
PRL i Nowe Życia
BoSSko :*:*:* Dziękuję chłopaki za to pogo :* Dziękuję za wciągnięcie mnie w ten kocioł i za wyciągnięcie mnie z niego :* Dziękuję, że nie byłam tam sama :* Dzękuję za pozytywną energię :* Dziękuję za leżenie na parkiecie :* Dziękuję za to, że byliście :* Ahh… Wojtek – dziękuję za zdjęcie :*
A ja dzisiaj mam fazy… Najpierw rozmowa na gg z Grusią… Gruszka łzy są naturalną częścią naszego życia, ale nie płacz – kupię Ci czarne kredki :) Później i tak nie mogliśmy się rozstać – sms za smsem… Czekolada i ogórki… Czyżby nowe życie? Nawet dwa… “Czy w USC zgodzą się na Raissa i Kirk?” :) Adoptowany ojciec :) No, a jak się chrzestni ucieszą :P “Musisz nagrać jego reakcję…!” :) Grusia kocham Cię :* :D
No to czekamy… :)
“Niespodzianka”
Moje ulubione opowiadanie :) Nie pamiętam tylko nazwiska autorki…
„Niespodzianka”
-Nie, nie tak. Mój kochany, mój cudowny.
Drzwi były zamknięte. Nigdy nie zamykała drzwi do swojego pokoju. Ale teraz zamknęła.
Żeby nie mógł się do niej dostać.
Wrócił wcześniej niż zapowiedział rano.
Bez telefonu. Bez uprzedzenia. Chciał jej zrobić niespodziankę.
-Mój kochany… mój cudny…
Zza drzwi.
Ostrożnie cofnął rękę z jej klamki. Nie poniży się aż tak, żeby wejść. Jej głos. Głos, który tak bardzo utkwił mu w pamięci, że pokochał i jej głos, i ją, zrobił z niej swoją kobietę. Dał jej wszystko. Miała wszystko, czego chciała.
Oszukała go. Bardziej niż ktokolwiek na świecie. Ponieważ jej zaufał. Uwierzył, że nie wszystkie kobiety to dziwki. I czuł, że ona odwzajemnia jego miłość. Po raz pierwszy pokochał i po raz pierwszy czuł się kochany.
Teraz, pod drzwiami, zrozumiał, że się mylił.
Tak.
Zza drzwi dochodziło:
-Nie, nie tak…
Była z kimś.
Nie pozwoli na to.
Nie spodziewała się go tak wcześnie.
Znał jej lekko przyduszony głos. Głos jakby przyduszony. Głos lekko bolejący. Głos załamujący się. Głos gardłowy. Głos przytrzymywany. Kiedy przyciągał ją do siebie, nagą. Jej głos robił się miękki, lekko zachrypnięty. Mówiła- nie, nie, ale słyszał- tak, tak. Po tym lekkim zachrypnięciu, po gardle, kiedy zaczynała drżeć, a jej łono podnosiło się ku niemu, lekko, prawie niedostrzegalnie. Po tym właśnie nieznacznym dygocie głosu, zgodnym z drżeniem ud, jej „nie” zamieniało się w „tak”.
-Tak, tak- jej głos zza drzwi.- Ach, ty figlarzu!
Do niego tak nigdy.
Tak radośnie.
I cisza.
Tamten się nie odezwał.
On też niewiele mówił. Kiedy dotykał jej ciała, nie musiał mówić. Był z nią. Czuł ją. Całował ją. Nachylał się ku jej pełnym piersiom, a ona przyciągała go do siebie mocno. Pachniała kobietą tak bardzo, że kręciło mu się w głowie. Należeli do siebie. Teraz i na zawsze. Wtulał głowę w jej łono, aż drżenie obejmowało ją całą- przeciągał ten moment jak najdłużej, aż słabła i rozkwitała dla niego.
-Chodź, chodź do mnie…
Zza drzwi.
-Nie rób tak… Mój kochany, jesteś samą rozkoszą… nie gryź…
Zza drzwi.
Jej głos brzmiał tak czule.
Przynajmniej spojrzeć na nią.
Ale nie do niego mówi „mój”.
A przecież kiedy przyjmowała go do siebie, świat się kończył i rozpoczynał w ich dwóch połączonych ciałach. Kochał ją. Zaufał jej. Wiedział, że jest inna- wierna i oddana.
Odwrócił się od drzwi jej pokoju, drzwi, zza których dobiegł jeszcze ten gardłowy śmiech i słowa:
-Ojej, co ty robisz… No chodź, chodź do mnie…
Słowa zarezerwowane były dla niego. Tylko dla niego.
Nigdy więcej.
Nie zobaczy jej już nigdy. Bał się, że jeśli spojrzy na nią, jeszcze raz da się nabrać. Już nie chciał być nabierany.
Powoli zszedł do holu, skręcił do swojego gabinetu. Nalał sobie whisky z lodem. Zawsze ona podawała mu drinka, kiedy wracał. Trzy kostki lody, kropla cytryny, pół szklanki whisky.
-Whisky nie podaję się z cytryną- mówił.
A ona się śmiała.
Po tym poznasz, że jesteś w domu, że ja na ciebie czekam, nikt nigdy nie będzie podawał ci whisky z cytryną, tylko ja, i to na zawsze.
Myliła się.
Tak jak on się mylił.
Sięgnął po wewnętrzny telefon.
-Przysłać ochronę, natychmiast.
Głos miał drewniany.
Kiedy w drzwiach stanął Arthur, już wiedział, co ma robić. Wydał krótkie polecenie. Nieodwołalne. Ostateczne. Ślady ma usunąć, a on już nigdy więcej ma nie słyszeć o tej sprawie.
Milczeć.
Wykonać.
Jeśli grymas na twarzy Arthura był objawem zdziwienia, to szybko został ukryty pod maską człowieka, który zawsze wykonywał rozkazy. Bez zmrużenia oka. Bez zbędnych komentarzy.
Słyszał kroki Arthura na schodach. Sięgnął po szklankę i wypił duszkiem. Teraz Arthur skręci, już nie słychać kroków, miękkie dywany tłumiły każdy dźwięk. Za chwilę będzie po wszystkim.
Dywany w takim kolorze, jaki lubiła. Wszystko dla niej. Uwierzył, że można zmienić świat. Zrezygnował ze swoich dawnych interesów- pod jej wpływem zmienił się. Arthur już dawno na polecenie bosa nikogo nie zlikwidował- bo ona wiedziała, że można żyć dobrze i uczciwie, a on obiecał, że już nigdy nikogo nie skrzywdzi.
Ale obietnica już go nie zobowiązywała.
Bo to ona zdradziła.
Za chwilę Arthur zejdzie. Już będzie po wszystkim.
Już nigdy nie da się nabrać.
Zanim Arthur stanął w drzwiach, zdążył wypić jeszcze jedną whisky.
-Wykonano?
Głos miał normalny.
-Tak.
-Oboje?
Właściwy człowiek na właściwym miejscu.
Więc to koniec. Dojdzie do siebie, Arthur będzie milczał. Nikt się o niczym nie dowie.
-Co pan każe zrobić z kotem?
Odwrócił się od okna i spojrzał na Arthura. Mały jasnobury kotek machał łapami, próbując zaczepić o cokolwiek. Arthur trzymał go z dala od siebie, w wyciągniętej ręce.
-Nie było rozkazu, co zrobić z kotem. Pani Cristi przyniosła go dzisiaj rano. Nie wiem, co z nim zrobić. Tam oprócz pani był tylko ten kot.
“With an angel face and a taste for suicidal…”
“Ja tutaj zwariuję… Albo padnę na klaustrofobię…”
Dlaczego?! Dlaczego?!! Dlaczego?!!!
Pieprzone życie… “Nie, nie, nie… To nie tak… Śmierć jest Twoim przyjacielem…” Od wczorajszego dnia też tak myślę… Umarłabym przynajmniej 5 razy – utopiona, zabita przez psa i przez szafkę kuchenną… Czy może być jeszcze gorzej?! 25 min rozmowy przez telefon – tylko to uspokaja… No jeszcze kawa, ziele, kadzidełka i waniliowa herbata… Ta sama co wtedy…
A Ciebie dalej nie ma… Chociaż może? Może po wczorajszym dniu uwierzę, że jesteś… Heh… Może dzięki Tobie żyję? Bo wiem, że mam do kogo wracać…
“Do dupy jest Goleniów…”
Mam dość tego miasta… Chrzanię basen, chrzanię tą szkołę, chrzanię to misato, chrzanię Chrzanów…
“Aśka! Porno Szmato…”
Każdy dzień jest dobry żeby dobrze się pośmiać… Nawet ten najgorszy…
“Dzieli nas zaledwie…” 330 km… Ale my przeżyjemy…
“Przeżyjemy… Wolałabym żebyś powiedział, że przeżyjemy…” 40 dni… Mam nadzieję, że tylko 40 dni… A może i ‘aż’ ?!
Oto ja – “With an angel face and a taste for suicidal…”
“I cry when angels deserve to die…”
No właśnie… Płakać mi się chce kiedy anioły zasługują na śmierć… Ja chcę do Ciebie… Chcę żebyś znów popatrzył mi w oczy, pocałował, uśmiechnął się do mnie, zaśpiewał coś dla mnie… Ja po prostu szaleję bez Ciebie… Nie moge doczekać się kiedy znów usłyszę Twój głos przez telefon… Ja nie kocham… Nie potrafię… Po prostu tęsknię za Tobą… I za tym…
Trzy noce z deszczem
Pogasły światła i zamknęli niebo
W pewien zwyczajny dzień odeszaś stąd
Trzy noce płakałem z deszczem bojąc się tego
Malując na piersiach krzyż swoją krwią
Swoją krwią, swoją krwią
Trzynoce płonęły jak niebo i ziemia
Tylko we snach jestem z tobą wciąż
Biegniemy po łące nie znając imienia
Malując na piersiach krzyż swoją krwią
Swoją krwią, swoją krwią
Biegłaś ulicą i padał deszcz
On był pijany i ona też
Jak opowiedzieć dziś o tym mam
Że w moim życiu jest coś nie tak
Foxtrot Uniform Charlie Kilo
Ostatnio jedna z moich ulubionych piosenek :) Tytuł mówi sam za siebie :D
Foxtrot Uniform Charlie Kilo
Vulcanize the whoopee stick
In the ham wallet
Cattle prod the oyster ditch
With the lap rocket
Batter dip the cranny ax
In the gut locker
Retrofit the pudding hatch
Ooh la la
With the boink swatter
If i get you in the loop when I make a point to be straight with you then
In lieu of the innuendo in the end know my intent though
I brazillian wax poetic so hypothetically
I don’t wanna beat around the bush
Foxtrot Unifrom Charlie Kilo
Foxtrot Uniform Charlie Kilo
Marinate the nether rod
In the squish mitten
Power drill the yippee bog
With the dude piston
Pressure wash the quiver bone
In the bitch wrinkle
Cannonball the fiddle cove
Ooh la la
With the pork steeple
If i get you in the loop when I make a point to be straight with you then
In lieu of the innuendo in the end know my intent though
I brazillian wax poetic so hypothetically
I don’t wanna beat around the bush
Foxtrot Unifrom Charlie Kilo
Foxtrot Uniform Charlie Kilo
Put the you know what in the you know where
Put the you know what in the you know where
Put the you know what in the you know where
Put the you know what in the you know where pronto
“Zielone oczy potwora…”
Ostatnio nie mam weny do pisania… Może przepiszę swoje opowiadanie, o ile je znajdę i będę miała motywację…
Karol dziękuję za to, że spełniłeś moje marzenie! :*
Wczoraj nocka na ściance: ja, Cycuś, Asia, Levy, Wiesiu, który sobie poszedł i chwilowo Bitels z Kocią… Ogólnie było fajnie… Pozdrawiam Konieczka, Maślanę, Anusiaka i Panią Frau! (Pozdrowienia oczywiście od Czesia – “Czesiu lubi pajacyki”)… Ogólnie pozytywnie :) Właśnie ściągam “Włatcę Móch” i nie mogę się doczekać maratonu – 10 odcinków :)
Czesiu kocham Cię! :P
“Chrońcie się przed zazdrością, potworem z zielonymi oczami…”


