“Słońce jest moim sercem”
Wiemy, że kiedy nasze serce przestanie bić, ustanie w nas przepływ życia. Dlatego bardzo cenimy sobie nasze serca. Jednak nieczęsto zadajemy sobie dosyć trudu, by dostrzec, że dla naszego przeżycia niezbędne są również inne rzeczy, znajdujące się poza naszym ciałem. Spójrzmy na przeogromne źródło światła, które nazywamy Słońcem. Gdyby przestało świecić, nasz życie również ustałoby, tak więc Słońce jest naszym drugim sercem, sercem położonym poza naszym ciałem. To ogromne serce obdarza całe życie na Ziemi ciepłem niezbędnym do istnienia. Rośliny żyją dzięki Słońcu. Ich liście pochłaniają energię słoneczną wraz z dwutlenkiem węgla pobieranym z powietrza. Wchłaniana przez liście energia słoneczna i pobierany z powietrza dwutlenek węgla dostarczają pokarmu drzewom, kwiatom, planktonowi. Rośliny z kolei umożliwiają życie nam i zwierzętom. Wszyscy – ludzie, zwierzęta, rośliny – pochłaniamy słońce pośrednio i wprost. Trudno się nawet przymierzać do opisania wszystkich efektów działania Słońca – naszego wielkiego serca poza ciałem.
Ciało nasze bynajmniej nie jest ograniczone do tego, co się znajduje wewnątrz skóry. Jest o wiele, wiele rozleglejsze. Obejmuje nawet otoczkę powietrzna wokół Ziemi, jako że zniknięcie atmosfery, nawet na krótka chwilę, pozbawiłoby nas życia. W całym Wszechświecie nie mają zjawiska, które by nas ściśle nie dotyczyło, począwszy od kamyczka, spoczywającego na dnie oceanu, a skończywszy na ruchu galaktyk odległych o miliony lat świetlnych. Walt Whitman powiedział: Wierzę, że jedno źdźbło trawy ma taką samą wagę, jak cały bieg gwiazd… Jego słowa nie są spekulacją filozoficzną. Płyną z głębi duszy poety, który tak mówił o sobie: Jam wielki – obejmuję miliony.
Thich Nhat Hanh
“Każdy krok niesie pokój”
“Tam gdzie umarła nadzieja…”
Siedzę nad rzeką i zastanawiam się co ja właściwie tutaj robię? Przecież nic mnie tu nie trzyma… A jednak siedzę… No tak, będziesz tęsknić… Ja też będę… Ale nic nas nie łączy i nie oszukujmy się – nigdy nie łączyło… Zawsze byliśmy tylko znajomymi i wiem, że tak zostanie… Może i się lubimy, może nawet troszkę bardziej niż znajomi, możemy sobie powiedzieć wszystko, przytulić się do siebie, ale nie zbliżymy się na tyle, aby być ze sobą. Tak, brakuje mi kogoś, chciałabym pokochać,ale kogo? Ten ktoś mnie jeszcze nie znalazł. Wrzuciłam kamień do rzeki, to będzie nowy rozdział w księdze mojego życia…
Minęło już kilka dni od kiedy postanowiłam zacząć wszystko od początku, ale zdaję sobie sprawę z tego, że nie moge o Tobie zapomnieć… Czy ja Cię K…..? Nie, to niemożliwe… Nie chcę słyszeć o czymś takim jak “miłość”… Jeszcze nie teraz… Poranna Kawa… Przestaję ją pić, moje serce jej nie znosi… Zakuję się w Kajdanki własnego sumienia, przestanę jeść Kalafior, pochowam wszystkie Kaprysy do skrzyni, nie poczuję już Konsternacji, nie będę Konwersować z Ksenofobami, nie wyjadę na Karaiby, aby namalować Kubistyczny rysunek Kolorowymi Kredkami, nie będę Krytykować Karykatur moich myśli, znienawidzę wszelkie Konkurencje, nie przeżyję Kryzysu wiary, nie zamknę się w Katakumbach swojej duszy, nie będę zamykała się w Kuluarach umysłu, nie podpiszę Kontraktu z własnymi uczuciami… To wszystko przypomina mi Kochanie, a ja nie potrafię Kochać…
Czuję niemoc, wewnętrzną pustkę, brak wiary i nadziei. Ciało odmawia mi posłuszeństwa, a dusza wrywa się z niego… Powiedz, czy czułeś kiedyś coś takiego? Do mnie…? Bo mnie takie uczucia ogarniają, gdy choć pomyślę o Tobie… To nie jest miłość, to wiem na pewno… Miłość ma inny smak… Malinowy, słodki i lekki… To uczucie jest inne… Ciut słodyczy, gorycz, ze słonym posmakiem. To jest jak lodowy płomień, zimny promień słońca, słodka sól, ogromny atom, kamienny puch, miękkie żelazo, gorąca zima… Czuję się jakbym wypiła szklankę rtęci, a ona przeszywała mnie od środka… To uczucie nie do opisania prostymi, ludzkimi słowami…
Wiem kiedy o mnie myślisz… Po prostu wiem kiedyTwoje myśli przeszywają mnie na wskroś… Dlaczego? Sama nie wiem… Może to taka nić spełnienia pomiędzy nami?Nie moge tu siedzieć… Stąd uciekają moje myśli, moje wszystkie uczucia, pragnienia gubią się na wietrze, a spadochron dla słów nie chce się otworzyć… Moja dusza spada w otchłań i nie widzi końca… A serce? Nie wiem co się z nim dzieje. Jakby nie chciało pomować mojej krwi, ale robi to, bo nie chce, abym przestała żyć… Ja teraz i tak nie żyję… Ja istnieję, egzystuję… Jestem, bo jestem… Bez celu, bez tchu, bez wiary, bez sił… To wszystko wcale nie jest przyjemne, ale ja pragnę, aby ten stan trwał jak najdłużej…
Przyszedłeś do mnie, powiedziałeś że kochasz… A ja co zrobiłam? Odepchnęłam Cię jedną ręką mówiąc, że jesteś za dobry, za dobrze mnie rozumiesz… Upierałeś się, ale ja byłam stanowcza… I głupia… Nie wiedziałam jak może boleć niespełniona miłość… Teraz wiem ile Cię to kosztowało… Teraz kiedy sama to przeżyłam… Głupio mi… Nie wiem jak Ci pomóc, nie wiem jak pomóc sobie… Wynagrodzić to… Straciłam swoją szansę i już jej nie odzyskam…
To właśnie dzisiaj umarła nadzieją, w kroplach jesiennego deszczu…
“Niespodzianka”
Moje ulubione opowiadanie :) Nie pamiętam tylko nazwiska autorki…
„Niespodzianka”
-Nie, nie tak. Mój kochany, mój cudowny.
Drzwi były zamknięte. Nigdy nie zamykała drzwi do swojego pokoju. Ale teraz zamknęła.
Żeby nie mógł się do niej dostać.
Wrócił wcześniej niż zapowiedział rano.
Bez telefonu. Bez uprzedzenia. Chciał jej zrobić niespodziankę.
-Mój kochany… mój cudny…
Zza drzwi.
Ostrożnie cofnął rękę z jej klamki. Nie poniży się aż tak, żeby wejść. Jej głos. Głos, który tak bardzo utkwił mu w pamięci, że pokochał i jej głos, i ją, zrobił z niej swoją kobietę. Dał jej wszystko. Miała wszystko, czego chciała.
Oszukała go. Bardziej niż ktokolwiek na świecie. Ponieważ jej zaufał. Uwierzył, że nie wszystkie kobiety to dziwki. I czuł, że ona odwzajemnia jego miłość. Po raz pierwszy pokochał i po raz pierwszy czuł się kochany.
Teraz, pod drzwiami, zrozumiał, że się mylił.
Tak.
Zza drzwi dochodziło:
-Nie, nie tak…
Była z kimś.
Nie pozwoli na to.
Nie spodziewała się go tak wcześnie.
Znał jej lekko przyduszony głos. Głos jakby przyduszony. Głos lekko bolejący. Głos załamujący się. Głos gardłowy. Głos przytrzymywany. Kiedy przyciągał ją do siebie, nagą. Jej głos robił się miękki, lekko zachrypnięty. Mówiła- nie, nie, ale słyszał- tak, tak. Po tym lekkim zachrypnięciu, po gardle, kiedy zaczynała drżeć, a jej łono podnosiło się ku niemu, lekko, prawie niedostrzegalnie. Po tym właśnie nieznacznym dygocie głosu, zgodnym z drżeniem ud, jej „nie” zamieniało się w „tak”.
-Tak, tak- jej głos zza drzwi.- Ach, ty figlarzu!
Do niego tak nigdy.
Tak radośnie.
I cisza.
Tamten się nie odezwał.
On też niewiele mówił. Kiedy dotykał jej ciała, nie musiał mówić. Był z nią. Czuł ją. Całował ją. Nachylał się ku jej pełnym piersiom, a ona przyciągała go do siebie mocno. Pachniała kobietą tak bardzo, że kręciło mu się w głowie. Należeli do siebie. Teraz i na zawsze. Wtulał głowę w jej łono, aż drżenie obejmowało ją całą- przeciągał ten moment jak najdłużej, aż słabła i rozkwitała dla niego.
-Chodź, chodź do mnie…
Zza drzwi.
-Nie rób tak… Mój kochany, jesteś samą rozkoszą… nie gryź…
Zza drzwi.
Jej głos brzmiał tak czule.
Przynajmniej spojrzeć na nią.
Ale nie do niego mówi „mój”.
A przecież kiedy przyjmowała go do siebie, świat się kończył i rozpoczynał w ich dwóch połączonych ciałach. Kochał ją. Zaufał jej. Wiedział, że jest inna- wierna i oddana.
Odwrócił się od drzwi jej pokoju, drzwi, zza których dobiegł jeszcze ten gardłowy śmiech i słowa:
-Ojej, co ty robisz… No chodź, chodź do mnie…
Słowa zarezerwowane były dla niego. Tylko dla niego.
Nigdy więcej.
Nie zobaczy jej już nigdy. Bał się, że jeśli spojrzy na nią, jeszcze raz da się nabrać. Już nie chciał być nabierany.
Powoli zszedł do holu, skręcił do swojego gabinetu. Nalał sobie whisky z lodem. Zawsze ona podawała mu drinka, kiedy wracał. Trzy kostki lody, kropla cytryny, pół szklanki whisky.
-Whisky nie podaję się z cytryną- mówił.
A ona się śmiała.
Po tym poznasz, że jesteś w domu, że ja na ciebie czekam, nikt nigdy nie będzie podawał ci whisky z cytryną, tylko ja, i to na zawsze.
Myliła się.
Tak jak on się mylił.
Sięgnął po wewnętrzny telefon.
-Przysłać ochronę, natychmiast.
Głos miał drewniany.
Kiedy w drzwiach stanął Arthur, już wiedział, co ma robić. Wydał krótkie polecenie. Nieodwołalne. Ostateczne. Ślady ma usunąć, a on już nigdy więcej ma nie słyszeć o tej sprawie.
Milczeć.
Wykonać.
Jeśli grymas na twarzy Arthura był objawem zdziwienia, to szybko został ukryty pod maską człowieka, który zawsze wykonywał rozkazy. Bez zmrużenia oka. Bez zbędnych komentarzy.
Słyszał kroki Arthura na schodach. Sięgnął po szklankę i wypił duszkiem. Teraz Arthur skręci, już nie słychać kroków, miękkie dywany tłumiły każdy dźwięk. Za chwilę będzie po wszystkim.
Dywany w takim kolorze, jaki lubiła. Wszystko dla niej. Uwierzył, że można zmienić świat. Zrezygnował ze swoich dawnych interesów- pod jej wpływem zmienił się. Arthur już dawno na polecenie bosa nikogo nie zlikwidował- bo ona wiedziała, że można żyć dobrze i uczciwie, a on obiecał, że już nigdy nikogo nie skrzywdzi.
Ale obietnica już go nie zobowiązywała.
Bo to ona zdradziła.
Za chwilę Arthur zejdzie. Już będzie po wszystkim.
Już nigdy nie da się nabrać.
Zanim Arthur stanął w drzwiach, zdążył wypić jeszcze jedną whisky.
-Wykonano?
Głos miał normalny.
-Tak.
-Oboje?
Właściwy człowiek na właściwym miejscu.
Więc to koniec. Dojdzie do siebie, Arthur będzie milczał. Nikt się o niczym nie dowie.
-Co pan każe zrobić z kotem?
Odwrócił się od okna i spojrzał na Arthura. Mały jasnobury kotek machał łapami, próbując zaczepić o cokolwiek. Arthur trzymał go z dala od siebie, w wyciągniętej ręce.
-Nie było rozkazu, co zrobić z kotem. Pani Cristi przyniosła go dzisiaj rano. Nie wiem, co z nim zrobić. Tam oprócz pani był tylko ten kot.
“Każdy krok niesie pokój” – Co rano…
Fragment książki…
Thich Nhat Hanh
“Każdy krok niesie pokój”
Co rano, kiedy się budzimy, czeka nas przeżycie dwudziestu czterech nowych, nie napoczętych godzin. To bardzo cenny podarunek. Mamy szanse przeżyć je w taki sposób, by przyniosły nam i innym pokój, szczęście i radość. Pokój obecny jest tu i teraz, w nas samych i we wszystkim, co robimy i postrzegamy – ważne jest jedynie, by umieć go odnaleźć. Nie musimy podróżować do odległych miejsc, by podziwiać błękit nieba. nie musimy opuszczać miasta ani nawet najbliższej okolicy, by zachwycić się oczami pięknego dziecka. Nawet powietrze, którym oddychamy może byc źródłem radości. Możemy uśmiechać się, chodzić i spożywać posiłki w taki sposób, by nie tracić kontaktu z dostępną nam obfitością szczęścia. Umiemy przygotowywać się do życia, ale nie bardzo potrafimy żyć. Umiemy poświęcić dziesięć lat dla dyplomu i starcza nam woli, by walczyć o posadę, samochód itp., natomiast trudno przychodzi nam zapamiętać, że żyjemy w chwili bieżącej, że jest to jedyna chwila, w której jesteśmy naprawdę żywi. Każdy nasz oddech i każdy krok mogą być wypełnione spokojem, radością i pogodą, jednak by to dostrzec, musimy być uważni i żyć rzeczywiście w chwili, w której się znajdujemy. Tekst ten jest dzwonkiem wzywającym nas do uważności, przypomnieniem, że szczęście można osiągnąć tylko w teraźniejszości. Planowanie przyszłości stanowi naturalny element naszego życia. Jednak planowanie też może się odbywać wyłącznie w teraźniejszości. Zachęcam was do powrotu do teraźniejszości i odnalezienia w niej pokoju i radości. Nie czekajcie z odnalezieniem pokoju aż do chwili, kiedy skończycie czytać te słowa. Spokój i szczęście są osiągalne w każdej chwili. Każdy krok niesie pokój.
“Ten elastyczny, eteryczny byt…”
“Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane? Dlaczego to nie może byc prostsze? Dlaczego zostałam z tym zupełnie sama?” – takie pytania zadawała sobie przyglądając się pustej butelce… Nie wiedziała co ma robić… Tak, wiem – tematyka zawsze ta sama, ale czym ona zawiniła? Czy rzeczywiście cierpienie jest bezpodstawne? Nie wierzyła w takie cierpienie… Zastanawiała się co złego zrobiła… ale nie mogła znaleźć odpowiedzi… To było zbyt trudne… Sprawy nawarstwiały się coraz bardziej… Chora? Zdrowa? Kochana? Nie kochana? Było jej już wszystko jedno… A może jednak nie?
On był daleko… Nie znali się dobrze, ale ona wierzyła, że coś ich łączy… Nie mogła jednak sprawić aby byli razem… To przyniosłoby tylko ból… Inni? Byli, kochali, w istocie nie była samotna fizycznie… Gorzej było tylko z psychiką… Ludziom, którym mogłaby powiedzieć co jej jest nie chciała nic mówić… Nie chciała ich martwić… Oni też byli daleko, więc nie odczuwali jej smutku, bojaźni i braku wiary… Gdyby im powiedziała oni także zamartwialiby się jej problemami… Tego nie chciała…
Jeszcze nie wiedziała co jej jest… Żyła w niepewności… Czekała cudu… Następnych badań… Czekała, aż ktoś przyjdzie i powie – już jest wszystko ok, a nie tylko – czy w Pani rodzinie ktoś już chorował na nowotwory?… Czekała następnego dnia z nadzieją, że będzie dobrze… Dekadencki nastrój? Nie, to nie to… To było zupełnie inne uczucie… Można to nazwać bezsilnością, utraconą nadzieją i tłumieniem w sobie tego wszystkiego… Chciała tylko jego bliskości… Jego też nie chciała martwić, ale powiedziała mu o wynikach, wierząc, że nie przejmie się tym… Po nim nie było wyraźnie widać jakie są jego uczucia… Ale miała przeczucie, że jednak źle zrobiła… Ale wiedziała jedno – przyjaciołom nie powie – bo po co?
“Ten elastyczny, eteryczny byt…”
Siedziała więc przyglądając się pustej już butelce wina – bez wiary, nadziei, miłości, za to z pustką w głowie, bezsilnością w sercu i smutkiem w duszy, oczekując następnego dnia…
www.amazonki.com.pl
Tęsknota…
Było późne lato… Jasne promienie słońca przedzierały się przez kłosy zbóż… Na polu pszenicy leżeli tylko oni… Nie mogli odezwać się do siebie… Patrzyli w niebo… Nagle, zawiał lekki, ciepły wiatr… Pognał kosmyk jej włosów na jej twarz… Ona była taka promienna… Miała zielone oczy, ciemne, długie rzęsy, niewielki nos i piękne malinowe usta… Była piękną dziewczyną, która nie widziała poza nim świata… On także leżał na polu. Ubrany w podkoszulek i ciemne spodnie… Był bardzo przystojnym chłopakiem o dużych brązowych oczach i ciemnych półdługich włosach… Ich twarze nie zdradzały żadnych uczuć… Może poza jednym… Nie wiem co to było za uczucie… Strach? Miłość? Mezalians? Przywiązanie? Smutek? Radość? Żal? Słodycz? Zmieszanie? Zauroczenie? Lęk? Szczęście? Ból? Ich oczy nie mówiły nic poza tym… Byli jak tęcza uczuć… Naprawdę nie wiadomo jakie jeszcze kolory w niej się kryją… Tęczy nie można dotknąć… Uczuć także… Myślę, że oni chcieliby dotknąć swoje wzajemne uczucia… Poczuć jakie one są naprawdę… Gładkie i miękkie? Czy szorstkie i twarde? A może były zupełnie inne…? Nie wiem nic o ich uczuciach… Tylko oni wiedzieli co kryje się w ich duszach, sercach, myślach… Nie mogli powiedzieć sobie nic… Nie mogli się dotknąć… Pocałować… Leżeli na polu pszenicy, lecz każde z nich było gdzie indziej… On wyjechał… Minął rok, a oni nadal o sobie nie zapomnieli… Leżeli więc na polach, w dwóch różnych miejscach… Po dwóch stronach globu… Nie wiedzieli czy zobaczą się jeszcze kiedyś, jednak wierzyli w siebie, ufali sobie, nie zapomnieli i wiedzieli… Wiedzieli, że nad nimi jest to samo niebo i świeci nad nimi to samo słońce… Już wiem co to za uczucie… To była tęsknota…
Nadzieja – złudne uczucie…
Ostatnio wiele myślałam nad tym co dzieje się w moim życiu… Dlaczego niektórych rzeczy w swoim życiu nie można cofnąć? Chciałabym powrócić do niektórych chwil, przeżyć je jeszcze raz i coś w nich zmienić… Może wtedy bylibyśmy razem szczęśliwi… Trudno jest wyrazić myśli na białej kartce papieru… W każdym razie doszłam do wniosku, że powinniśmy spróbować być razem… I w tym tkwi problem…
Nie oszukujmy się, wiele rzeczy robimy razem, widujemy się często… Ale mi to nie wystarcza… Natura człowieka jest bardzo skomplikowana… Człowiek zazwyczaj chce mieć więcej niż ma… I najczęściej jeszcze nie docenia tego co udało mu się zdobyć lub tego co dostał… Ja naprawdę cieszę się z tego, że jesteśmy znajomymi, może nawet przyjaciółmi i wiem, że to się nie zmieni, ale ja nie panuję nad tym co czuję! „Serce nie sługa…”. Zakochasz się i jest Ci ciężko kiedy druga osoba nie zwraca na to uwagi… Dlaczego tak jest?!
Pamiętam jak byliśmy gdzieś razem… Było nam dobrze, potrafiłeś mnie przytulić w tych ciężkich jak i w tych najprostszych chwilach… Ale czy kiedy czułeś mnie przy sobie myślałeś nad tym czy moglibyśmy być razem? A czy kiedy brałeś mnie za rękę pomyślałeś jakie będą tego konsekwencje? Ja nie potrafię zapanować nad sercem… Ty może nic nie czułeś, a ja? Owszem…
Teraz siedzę sama w domu i jest mi ciężko, bo nie ma tutaj Ciebie… i dzisiaj już Cię nie zobaczę… Kiedy byłam dzisiaj w parku usiadłam na ławce i zamarzyłam żeby usiąść na niej kiedyś razem z Tobą i podziwiać gwiazdy… Nie chcę nawet żebyśmy siedzieli tam jako para… Wystarczy po prostu, że będziesz… Nawet jako nieznajomy… Tęsknię…
Przypomniało mi się jak złapałeś mnie kiedyś za rękę… Zrobiłeś to z własnej woli… Dlaczego więc nie możesz robić tego codziennie? Na wiele pytań chciałabym znaleźć odpowiedź… Niestety nie znajduję… Ciężko mi o tym pisać, bo nie chcę żebyś o mnie coś złego pomyślał i zerwał kontakt… Wolę nie mówić Ci co czuję, a być tylko przyjaciółką niż powiedzieć i być dziewczyną, z którą mogłeś kiedyś porozmawiać, a dzisiaj jest Ci obca… Więc dlaczego to piszę? Żeby schować to w szufladzie, wyjąć za kilka lat i śmiać się z tego… Ale uczucia nie znikną tak szybko…
Chcę powrócić do tych chwil, chcę abyś jeszcze raz chwycił mnie za rękę, objął ramieniem, popatrzył mi w oczy, uśmiechnął się… Do wielu tych chwil czuję sentyment, chcę aby się powtórzyły, lecz chciałabym je także zmienić… Gdybym cofnęła się w czasie, zrobiłabym wszystko abyśmy byli teraz razem… A może lepiej żebyśmy się nigdy nie poznali? Byłoby o wiele mniej łez, nieprzespanych nocy i dręczących myśli: „Kiedy znów na mnie spojrzy? Kiedy przytuli? Chwyci za rękę? Popatrzy w oczy? Pocałuje…?” Myśli nachodzą mnie jednak na każdym kroku i nie sposób od nich uciec… To jest właśnie niespełniona miłość…
Nie wiem co mam robić… Nie mogę się doczekać dnia kiedy razem gdzieś pójdziemy i powiesz mi, że chcesz tego co ja… Dobrze mnie znasz i wiesz, że nie powiem Ci nic pierwsza… Nadzieja jest niebezpiecznym uczuciem… Święcie w coś wierzysz, masz nadzieję, że kiedyś się to zdarzy, a kiedy okazuje się, że tracisz swoją szansę i załamujesz się… „Właśnie to robią zakochani: skaczą i święcie wierzą, że potrafią latać…”
Złudne uczucie – NADZIEJA…